środa, 22 lutego 2017

Rozdział XXI - "Jak sobie życzysz"



              Po drugim kieliszku wina Paulina była już zdecydowanie bardziej rozluźniona. Oparła głowę na ramieniu Wiktora i z rozbawieniem obserwowała swojego nowego futrzastego przyjaciela bawiącego się końcówką krawata Brzezińskiego.
- Towarzyski ten twój kolega. Chyba powinienem zacząć być zazdrosny – mruknął profesor, patrząc znacząco na Paulinę.
              Polonistka roześmiała się i podrapała rudzielca za uchem.
- Spokojnie, jeśli o to chodzi, to absolutnie nikt i nic ci nie zagraża…
              Wiktor zerknął jej poważnie w oczy. Wiedział, że nie kłamie. To, co widział w jej spojrzeniu od trzeciej klasy liceum… Tego nie dało się opisać żadnymi słowami ani porównać do niczego. Czasem, zasypiając, zastanawiał się jakby to było, gdyby kiedyś spotkali się poza szkołą, gdyby jakimś cudem porzucili relację nauczyciel-uczennica… Widział w wyobraźni jej zielone oczy, pełne szczęścia i radości, dokładnie tak jak wyglądały w tej chwili. Wtedy jeszcze nie przypuszczał, że będzie mu dane kiedyś spojrzeć w te oczy po raz kolejny, w zupełnie innych okolicznościach niż szkolna sala lekcyjna.
- Wiem, kochanie – powiedział cicho. – Pewnie mi nie uwierzysz, ale nigdy nie przestałem o tobie myśleć… Głupie, prawda? Nie móc wyrzucić z głowy osiemnastolatki, w dodatku swojej własnej uczennicy! Nawet mając świadomość, że skończyła już szkołę i prawdopodobnie więcej się nie spotkacie…
- Ale się spotkaliśmy – uśmiechnęła się Paulina.
              Brzeziński też odpowiedział jej uśmiechem. Spojrzał na siedzącego mu na kolanach kociaka i umiejętnie odebrał mu swój krawat.
- Masz jakiś pomysł na imię dla niego? – spytał z zaciekawieniem.
- Nie, na razie chyba nie bardzo – westchnęła polonistka.
- Jak tak na niego patrzę, to mam wrażenie, że wyrośnie na bardzo zdolnego spryciarza – stwierdził matematyk. – A jako że jego pani też jest wszechstronnie uzdolniona, to powinien mieć na imię na przykład… Leonardo.
- Leonardo?
- No, od Leonarda da Vinci. Dostojnie, elegancko i symbolicznie. Czyli chyba tak, jak filolodzy lubią, prawda?
              Paulina po raz kolejny tego dnia roześmiała się serdecznie i pokręciła głową z rezygnacją.
- Cóż, trudno zaprzeczyć – przyznała. – Ale może i masz rację… W sumie pasuje do niego.
- Widzisz, Leo? Już nie jesteś anonimowy – Wiktor zdjął kociaka z kolan i odstawił na podłogę. – No dobrze, ty już się wybawiłeś, teraz nasza kolej.
              Polonistka spojrzała na niego pytająco, ale Brzeziński tylko mrugnął wesoło i podszedł do regału z płytami CD. Przez chwilę przeglądał jego zawartość, wyciągał niektóre pozycje, sprawdzał tytuły, aż w końcu zdecydował się na jeden konkretny album.
- Lubisz starą muzykę, co? – uśmiechnął się ze zrozumieniem. – Ja też. Ale skąd u ciebie takie zamiłowanie do zespołów z czasów mojej młodości? Czemu nie coś nowszego?
- Nie wiem – Paulina wzruszyła ramionami. – Po prostu współczesna muzyka jak dla mnie straciła ten urok, który miała kiedyś. Przestała być sztuką, a stała się komercją.
- Dojrzały pogląd – zauważył z uznaniem Wiktor. – I niestety trudno się z nim nie zgodzić… Ale wydaje mi się, że w twojej kolekcji znalazłem coś całkiem do rzeczy.
              Włożył płytę do odtwarzacza stojącego na szafce przy regale z płytami i uruchomił urządzenie. Już po pierwszych dźwiękach Paulina wiedziała doskonale, którą płytę wybrał Brzeziński. Tej melodii saksofonu nie dało się pomylić z żadną inną.
- Zatańczymy? – Wiktor wyciągnął rękę w jej kierunku.
- Z przyjemnością.
              Profesor objął ją w pasie i przyciągnął do siebie, drugą ręką ujmując jej dłoń. George Michael śpiewał w głośnikach ponadczasowe „Careless whisper”, a Wiktor z Pauliną kołysali się miarowo w rytmie utworu, zapominając na tę jedną chwilę o całym istniejącym świecie. Polonistka pomyślała, że mogłaby tak zostać w jego ramionach już do końca życia, przetańczyć całą noc i milion kolejnych… Zwłaszcza, że Brzeziński naprawdę dobrze tańczył. 

So I’m never gonna dance again
The way I danced with you…

              Wiktor swoim zwyczajem zakończył utwór obrotem, przechylił Paulinę na swoim przedramieniu i pocałował. Polonistka zarumieniła się nieznacznie, ale nagle bardziej niż kiedykolwiek zdała sobie sprawę, że to wszystko już nie wystarczy, że bardzo, bardzo chciałaby czegoś więcej… Po sześciu latach czekania na jego dotyk, na choćby najmniejszy pocałunek, teraz pragnęła bliskości Wiktora tak jak nigdy wcześniej…
              Chwyciła go za krawat i przyciągnęła bliżej do siebie.
- Bardzo cię lubię w garniturze, ale teraz akurat wolałabym, żebyś go na sobie nie miał…
              Wiktor uśmiechnął się znacząco, obejmując ją w talii. Jego szaro-błękitne oczy błyszczały podnieceniem.
- No wiesz, w zasadzie nic prostszego – mruknął. – Ale w zamian ty będziesz musiała się pozbyć sukienki.
              Paulina spojrzała na niego kokieteryjnie, sprawnym ruchem poluzowała bordowy krawat i zdjęła go z szyi profesora.
- Jak sobie życzysz – szepnęła w odpowiedzi.
              Brzeziński ściągnął marynarkę, rzucając ją na oparcie kanapy. Złapał Paulinę w pasie i przywarł do jej słodkich ust. Polonistka położyła dłonie na jego klatce piersiowej, powędrowała nimi wyżej, do kołnierzyka białej koszuli i zaczęła powoli rozpinać guziki, nie przerywając namiętnego pocałunku. Wiktor pchnął ją lekko, tak, że teraz opierała się o chłodną ścianę, a sam błądził dłońmi po jej plecach, próbując odnaleźć zamek od sukienki. Paulina poczuła niesamowitą falę gorąca i przyspieszone bicie swojego serca, a jej ciało przebiegł znajomy dreszcz, tym razem jednak silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej…
              Brzeziński trafił w końcu na to, czego szukał i jednym szybkim ruchem odpiął jej sukienkę, która po chwili wylądowała na ziemi razem z jego koszulą. Nie namyślając się długo, wziął dziewczynę w ramiona, by zanieść ją do sypialni. Tam przepełnieni pożądaniem opadli na łóżko, starając się jednocześnie pozbyć z siebie reszty ubrań. Wiktor zlokalizował palcami zapięcie stanika Pauliny, ale zawahał się przez moment, chcąc dać jej czas na ostateczną decyzję. Dopiero kiedy polonistka sama zsunęła ramiączka i wróciła do rozpinania jego paska od spodni, zdobył pewność, że tego właśnie chce… Zrzucił stanik i swoje spodnie na podłogę, po czym zajął się ostatnią częścią jej garderoby.
- Jesteś niesamowicie piękna, wiesz? – szepnął, patrząc na nią czule.
              Paulina uśmiechnęła się, zdjęła mu okulary i odłożyła je na szafkę nocną.
- Teraz już wiem – odparła.
              Profesor obdarzył ją kolejnym pocałunkiem, dłońmi pieszcząc jej krągłe piersi. Od ust zszedł nieco niżej i teraz jego wargi błądziły zachłannie po szyi polonistki. Lekki zarost drapał ją przyjemnie, dopełniając i tak już bogatą jak na ten wieczór paletę doznań. Starała się uspokoić przyspieszony oddech, ale niemal natychmiast zrezygnowała z tych prób, zdając sobie sprawę, że są definitywnie skazane na porażkę. Westchnęła, czując wargi Wiktora na swoich piersiach i wsunęła palce w jego gęste włosy. On tymczasem z powrotem odnalazł jej usta i przycisnął ją do siebie, nie mogąc nasycić się bliskością ciała ukochanej…
              Zsunął rękę w dół, aż do jej uda, podciągnął nogę Pauliny na swoje biodro, po czym wszedł w nią delikatnie, jakby bał się zrobić jej krzywdę. Polonistka jęknęła cicho z zachwytu, a jej biodra natychmiast same zareagowały na ten gest. Brzeziński zaczął poruszać się w niej powoli, pozwalając jej złapać rytm. Po chwili ich ciała współpracowały niemal idealnie, odpowiadając sobie nawzajem na każdy, nawet najmniejszy ruch. To było jak podróż do krainy rozkoszy, o jakiej Paulina nigdy nawet nie śniła. Nie wyobrażała sobie, że można kochać się w ten sposób, z taką pasją, a jednocześnie z taką czułością… Miała ochotę krzyczeć z ekstazy, ale ograniczyła się tylko do gorączkowego szeptania w jego ucho, jak bardzo jest jej dobrze.
              Brzeziński nie pozostawał jej dłużny. W odpowiedzi całując ją w szyję, stopniowo przyspieszał, a Paulina czuła, jak w jej wnętrzu zbliża się nieunikniona eksplozja. W końcu oboje prawie równocześnie jęknęli, owładnięci cudownym uczuciem spełnienia. Wiktor wysunął się z niej i, ciężko dysząc, opadł na poduszkę obok. Objął dziewczynę ramieniem, przyciągnął bliżej do siebie i spojrzał jej w oczy. Mimo zmęczenia malowało się w nich bezgraniczne szczęście.
- Nigdy w życiu nie przypuszczałem, że to się kiedyś wydarzy – przyznał szczerze.
- Ja tym bardziej, panie profesorze – wyszeptała Paulina.
- I jak się z tym czujesz?
- Wspaniale. To były zdecydowanie najlepsze urodziny w moim życiu.
              Wiktor uśmiechnął się i pocałował ją w czoło.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że mogłem ci sprawić radość.
Paulina westchnęła cicho i przytuliła się do Brzezińskiego. Oparła głowę na jego klatce piersiowej, nie mogąc uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Nawet w najśmielszych snach nie przypuszczała, że coś takiego będzie miało miejsce. Ba, nigdy nie odważyła się choćby na rozważanie takiego scenariusza. A jednak początkowo niemożliwa wizja odwzajemnienia jej uczucia przez Brzezińskiego właśnie stawała się rzeczywistością.
- Zostaniesz na noc? – spytała niepewnie Paulina.
- Z chęcią, kochanie… Ale będę musiał bardzo wcześnie wyjść, bo Ela o szóstej kończy dyżur… – odparł markotnie Wiktor.
- Jasne, rozumiem.
              Nie chciał rozmawiać z Pauliną o żonie. Wiedział, że będzie musiał w końcu szczerze omówić z nią tę kwestię, ale nie był pewny, czy tak od razu jest na to gotowa. Z drugiej strony doskonale zdawał sobie sprawę, jak niekomfortowa musi być dla niej cała ta sytuacja. Kochanka zawsze jest „tą trzecią”, „tą złą”, tą, która z premedytacją rozbija cudze małżeństwa… Ale Paulina przecież taka nie była. Nie kokietowała go, nie uwodziła, to on to wszystko zaczął. Wcale nie przez jakieś głupie kaprysy, kryzys wieku średniego, znudzenie żoną czy chęć „zabawienia się”… Nie. On po prostu dobrze się przy niej czuł. Z jakiegoś powodu była mu bliska od kiedy tylko się poznali. Nić porozumienia – tak to czasem w myślach nazywał. Banalne? Przereklamowane? Może. Ale istniało i Wiktor nie miał co do tego wątpliwości.
              Nawet nie zauważył, kiedy Paulina zasnęła. Uśmiechnął się lekko, spoglądając na nią z czułością. Przeszło mu przez myśl, że chciałby patrzeć jak zasypia częściej niż tylko dzisiaj… Był szczęśliwy. Tak po prostu. Po raz pierwszy od bardzo dawna.
              Kiedy następnego dnia Paulina się obudziła, Wiktora już nie było. Przez chwilę zastanawiała się, dlaczego budzik nie zadzwonił jak zwykle, o 6:30, ale szybko przypomniała sobie, że przecież jest sobota. Przeciągnęła się leniwie i spojrzała na zegarek. Wskazywał 9:41. Już chciała z powrotem zamknąć oczy, kiedy poczuła coś puchatego na twarzy.
- Miau!
- Leo! – Paulina momentalnie usiadła na łóżku. – Wybacz, zapomniałam o tobie. Już, już… Zaraz dostaniesz śniadanie.
              Spojrzała ze skruchą na kota i powoli podniosła się z łóżka. Jej wzrok dopiero teraz padł na szafkę nocną, na której leżała zapisana znajomymi literkami karteczka.

Przepraszam, że wyszedłem bez pożegnania, ale nie
chciałem Cię budzić. Śpij dobrze, Słoneczko!
W.

              Paulina uśmiechnęła się do tego niewielkiego kawałka papieru, złożyła go na pół i wsunęła do szuflady. Wiele by dała, żeby jeszcze kiedyś powtórzyć ten wieczór, tę noc… Noc, której prawdopodobnie nigdy nie zapomni. Noc, którą spędziła w jego ramionach – tak bezgranicznie, niewyobrażalnie szczęśliwa…
              Wiedziała jednak, że teraz, przynajmniej przez weekend, czeka ją smutny powrót do szarej rzeczywistości. W teczce leżały niesprawdzone wciąż wypracowania drugoklasistów, kuchnia po wczorajszej imprezie była w dość kiepskim stanie, a Aneta na pewno za chwilę będzie domagała się relacji z wczorajszego wieczoru… No i wciąż został jeszcze nowy, miauczący lokator, który wyraźnie dawał swojej pani do zrozumienia, że jest głodny.
- Chodź, chodź, dam ci wreszcie to śniadanie – polonistka pokręciła głową z rozbawieniem i skierowała się do kuchni wraz z drepczącym w ślad za nią Leonardem.

4 komentarze:

  1. Ooooo jak słodko! Jak romantycznie!
    Rozdział prze prze przecudny!
    Mam nadzieję, że Ela się nie dowie, bo napewno nie skończyłoby się to dobrze dla Pauliny.
    W ogóle to chciałabym, żeby Wiktor i Paula byli już razem bez ukrywania się... spraw, żeby tak było...
    Pozdrawiam, dużo weny i czekam na next!
    Mari:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. zaczynam od końca i to nie dobrze... :) potrzebujesz inspiracji? Zapraszam do siebie, może moja (prawdziwa) historia będzie motywacją do dalszej pracy? Pisz pisz...
    Rycerz z http://kochamjanaprawde.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałem dwa razy ten rozdział i za każdym razem mi się podobał. Jest on po prostu genialny.

    OdpowiedzUsuń